Welshly Arms zagrają w poznańskiej Tamie po latach od hitu Legendary

Zespół Welshly Arms, znany z wielkiego hitu „Legendary”, wystąpi w poznańskim klubie Tama. Koncert będzie okazją do sprawdzenia, jak dziś brzmi zespół, który z lokalnych scen Ohio trafił na największe europejskie festiwale. Czy wciąż są legendarni?

Historia Welshly Arms sięga 2013 roku i EP-ki „Welcome”. Dwa lata później, już jako kwartet w składzie Sam Getz, Brett Lindemann, Jimmy Weaver i Mike Gould, wydali pierwszy, tytułowy album. Getz, dorastający w domu pełnym płyt, od najmłodszych lat przesiąkał bluesem, występując z ojcem w klubach Cleveland. Wspólnie z przyjaciółmi czerpali z katalogów Motown i Stax, płyt Otisa Reddinga, Howlin’ Wolfa i Jimiego Hendriksa, ale dodawali do tego lokalny, charakterystyczny kod – soulowe harmonie The O’Jays, gitarowy ciężar James Gang i garażową oszczędność The Black Keys. Tak narodziło się nowe dziedzictwo Ohio.

Nazwa grupy wzięła się ze skeczu programu „Saturday Night Live”, którego akcja działa się w fikcyjnym hotelu Welshly Arms. W pierwszych nagraniach dominowała swobodna atmosfera jamowania – słychać to w kołyszącym retro-soulu „Love in a Minor Key”, barowym bluesie „We Move Easy” czy mrocznym „Night Prowler”.

Przełomowe „Legendary” i światowy sukces

Prawdziwa zmiana nadeszła wraz z dołączeniem Bri i Jona Bryantów, których gospelowe doświadczenie wzbogaciło brzmienie zespołu. Basista Jimmy Weaver stał się produkcyjnym mózgiem grupy, umożliwiając im samodzielną pracę nad materiałem. Przełomowy utwór „Legendary” ukazał się dokładnie 11 lipca 2016 roku. Jak wspominał Weaver, była to pierwsza piosenka, w której tak świadomie połączyli własną narrację z radiową zwięzłością. Refren, który Getz nagrał telefonem pod prysznicem, idealnie oddał tę mieszankę bluesa, gospel i popowej kontroli.

„Legendary” stało się mistrzem synchronizacji z obrazem – wykorzystano je w filmach „6 Underground” Michaela Baya i „Skok stulecia” Christiana Gudegasta, a także w grze „Asphalt 9: Legends” i jako motyw gali WWE. Oficjalna biografia zespołu podaje ponad 250 milionów odtworzeń utworu, a cały album „No Place Is Home” (2018), na którym się znalazł, zgromadził ponad 350 milionów streamów.

„Czułem, że pierwotnemu kwartetowi brakowało elementu, który nadałby jego brzmieniu pełniejszy kształt – zwłaszcza podczas koncertów.” – wspominał Sam Getz o dołączeniu Bryantów.

W zaledwie kilkanaście miesięcy Welshly Arms przenieśli się z lokalnych klubów na sceny Lollapaloozy, Reading i Leeds Festival, Rock am Ring i innych. Co ciekawe, szczególnie silną pozycję zdobyli w Europie, gdzie publiczność szybko przyjęła ich stadionowe hymny.

Ewolucja brzmienia i ostatnie single

„No Place Is Home” pokazało jednak również pewne ograniczenia – dla części słuchaczy seria podobnie skonstruowanych kulminacji osłabiała dramaturgię całości. Z tego impasu zespół wyszedł za sprawą płyty „Wasted Words & Bad Decisions” z 2023 roku. Album, nagrany w starym domu na obrzeżach Cleveland podczas pandemii, połączył surową energię piwnicznych prób z precyzyjną, nowoczesną produkcją, odróżniając ich od typowego „sync rocka”.

Od 2024 roku grupa publikuje głównie single – „Dreamers”, „Perfectly Criminal”, „Shelter”, a także najnowszy „Unconditional”. To właśnie ten utwór może być zwiastunem czwartego albumu, który w kontekście nadchodzącego koncertu w poznańskiej Tamie nabiera nowego znaczenia.

Koncert Welshly Arms w Poznaniu – powrót do klubowych korzeni

Występ w klubie Tama będzie dla zespołu symbolicznym powrotem do warunków, z których wyrosła jego muzyka. Ta przestrzeń może pokazać, ile swobody i zespołowego ryzyka wciąż mieści się w ich precyzyjnie zaprojektowanych piosenkach. Welshly Arms najciekawiej brzmią właśnie wtedy, kiedy stadion wciąż mieści się w klubie.

Treść ma charakter informacyjny - godziny, ceny i terminy mogą ulec zmianie po publikacji. Przed podjęciem decyzji zweryfikuj dane u źródła. Dowiedz się więcej.