To symbol dawnego Poznania, który znów można zobaczyć na własne oczy. Po 85 latach przerwy Studzienka hrabiego Raczyńskiego wróciła na ul. Długą. Zrekonstruowany obiekt odsłonięto w piątek 19 grudnia 2025 roku przy murze szpitala, obok Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Cała inwestycja kosztowała 2 mln zł.
Zabytek, który kiedyś dawał mieszkańcom wodę i zdrowie
Studzienka nie była tylko ozdobą. W XIX wieku miała bardzo praktyczną rolę: była elementem pierwszego nowoczesnego systemu wodociągowego w Poznaniu. Powstała w 1846 roku z fundacji hrabiego Edwarda Raczyńskiego i jego żony Konstancji. Była jedną z czterech studzienek, które dostarczały wodę źródlaną ze wzgórz winiarskich. Cel był prosty: poprawić warunki sanitarne i ułatwić mieszkańcom dostęp do czystej wody.
To właśnie dlatego o niej pamiętano. Bo to nie „ładny detal”, tylko kawał historii miasta, w którym walka o zdrowie zaczynała się od podstaw. A podstawą była woda.
Wielu poznaniaków kojarzy też charakterystyczny wygląd studzienki. Obiekt miał formę około sześciometrowej, neogotyckiej „kapliczki” z piaskowca, wkomponowanej w ceglany mur szpitalny przy ul. Długiej. W środku znajdowała się figura wzorowana na Madonnie Sykstyńskiej. To właśnie ta forma sprawiała, że studzienka była rozpoznawalna i „miejska”, a nie anonimowa.
I potem nastąpił moment, który przerwał ciągłość tej historii. W 1940 roku studzienka została zniszczona przez niemieckich okupantów. Zniknęła z przestrzeni publicznej na całe dekady.
Powrót po latach, czyli jak ją odbudowano i kto za tym stał
Rekonstrukcja została wykonana w 2025 roku. To nie była szybka akcja, tylko efekt dłuższego procesu i współpracy kilku stron. Po stronie miasta kluczową rolę odegrał Miejski Konserwator Zabytków, a po stronie instytucji lokalnych – środowisko związane z Uniwersytetem Medycznym i szpitalem.
Ważne są też nazwiska, bo w takich realizacjach liczy się ręka rzemieślnika, a nie tylko projekt na papierze. Figurę Madonny wykonał rzeźbiarz Marcin Sobczak, kamienną neogotycką kapliczkę odtworzył Marek Zielonka, a całość była prowadzona zgodnie z projektem architekta Jacka Wilczaka.
Takie działania zawsze budzą pytania: czy to „rekonstrukcja 1 do 1”, czy luźna wersja historycznego obiektu. Tu przekaz jest jasny: odtworzenie miało być maksymalnie wierne idei i formie, a nowa studzienka wraca jako realny element miasta, a nie tylko „pamiątka w opowieści”.
Na odsłonięciu pojawił się zastępca prezydenta Poznania Mariusz Wiśniewski, co pokazuje, że miasto traktuje sprawę jako ważny symbol, a nie detal w tle.
Co teraz znaczy ten powrót dla poznaniaków
Powrót studzienki ma dwa wymiary. Pierwszy jest prosty: to zabytek, który znów można zobaczyć spacerując po centrum. Drugi jest głębszy: to przypomnienie o czasach, gdy Poznań inwestował w zdrowie mieszkańców poprzez infrastrukturę, która dziś wydaje się oczywista.
Wiele osób zadaje pytanie: czy studzienka stanęła dokładnie tam, gdzie kiedyś. Dziś znów jest przy ul. Długiej, przy murze szpitala, czyli w miejscu, które historycznie kojarzy się z jej obecnością i funkcją.
Kolejne pytanie, które wraca zawsze: ile to kosztowało i czy to miało sens. Podano kwotę 2 mln zł, a sens tej inwestycji jest przede wszystkim w przywróceniu fragmentu miejskiej tożsamości – takiego, który łączy historię sztuki, historię zdrowia publicznego i pamięć o zniszczeniach wojennych.
I jeszcze jedno: ten powrót działa jak sygnał, że w Poznaniu da się „odwrócić” pewne straty. Nie wszystko wróci, ale tam, gdzie jest szansa, miasto potrafi doprowadzić sprawę do końca.