Strona główna » Pracowite święta drogowców w Poznaniu kiedy mróz i marznąca mżawka zrobiły lodowisko

Pracowite święta drogowców w Poznaniu kiedy mróz i marznąca mżawka zrobiły lodowisko

Kierowcy mogli to poczuć pod kołami: szron, potem marznąca mżawka, a na końcu bardzo niebezpieczne oblodzenie. W takich warunkach nie ma „spokojnej zimy” — są szybkie decyzje, wyjazdy sprzętu i walka o to, żeby miasto nie stanęło.

by poznan

W ubiegłym tygodniu pogoda postawiła drogowców pod ścianą. Zamarznięte nawierzchnie łapały szron, a po chwili przykrywała je marznąca mżawka, zamieniając ulice i chodniki w ślizgawkę. Służby zimowego utrzymania ruszyły z działaniami na szeroką skalę, żeby ograniczyć skutki oblodzenia i poprawić bezpieczeństwo.

Co dokładnie działo się na ulicach i dlaczego było tak groźnie

Ten scenariusz jest podstępny, bo wszystko wygląda „niby normalnie”. Jezdnia czarna, bez śniegu, a jednak przyczepność spada do zera. Najpierw na zimnym asfalcie osiada szron. Potem przychodzi marznąca mżawka i w kilka chwil tworzy się warstwa lodu, której często nie widać gołym okiem. To dlatego dochodzi do nagłych poślizgów nawet przy małej prędkości.

Właśnie w takich warunkach wdrożono działania prewencyjne na szeroką skalę. Chodzi o to, by nie czekać, aż zrobi się „czyste lodowisko”, tylko działać wcześniej, zanim oblodzenie rozleje się po całej sieci. Uruchomiono posypywanie solą drogową nie tylko na głównych trasach, ale też na drogach lokalnych i na chodnikach pozostających w administracji miasta. To ważne, bo zimą problemem bywają nie tylko arterie, ale też boczne ulice, dojścia do przystanków i ciągi piesze, gdzie jeden poślizg kończy się kontuzją.

Pierwsze działania ruszyły wieczorem 23 grudnia. Prace były kontynuowane w Wigilię, a najbardziej intensywnie było w dniach 26–28 grudnia. To dokładnie ten moment, kiedy wiele osób wracało do domu po świętach, część jechała w odwiedziny, a ruch na drogach robił się nierówny: raz pusto, raz nagłe fale samochodów. W takich warunkach każdy poślizg robi większy chaos, bo kierowcy reagują nerwowo, hamują gwałtownie i zaczyna się efekt domina.

Warto też jasno powiedzieć, co w takich sytuacjach jest celem działań zimowego utrzymania. To nie jest „magia”, która w minutę robi suche lato. Służby mogą łagodzić skutki aury, ograniczać oblodzenie i poprawiać warunki, ale przy marznącej mżawce natura potrafi wygrywać przez kilka godzin z rzędu. Dlatego nawet po przejeździe sprzętu wciąż może być ślisko — zwłaszcza w miejscach, gdzie nawierzchnia szybciej się wychładza albo wilgoć utrzymuje się dłużej.

Na co uważać teraz i jak jechać, żeby nie wpaść w kłopoty

Najbardziej zdradliwe są miejsca, które kierowcy znają „na pamięć”. I właśnie tam dochodzi do wielu stłuczek, bo człowiek jedzie rutyną, a warunki są inne niż zwykle.

Szczególną ostrożność trzeba zachować:

  • na mostach i wiaduktach, bo konstrukcje szybciej tracą ciepło i częściej łapią lód,
  • w pobliżu zbiorników wodnych, gdzie wilgoć wisi w powietrzu i osadza się na jezdni,
  • na terenach zalesionych, gdzie cień i chłód robią swoje,
  • na odcinkach, gdzie po dzień–dwa jest „w miarę dobrze”, a potem nagle trafia się kilka metrów idealnej ślizgawki.

Najczęstsze pytanie kierowców brzmi prosto: czy jak nie ma śniegu, to jest bezpiecznie? Nie. Właśnie brak śniegu bywa pułapką. Marznąca mżawka i szron potrafią zrobić lód, którego nie widać. I wtedy człowiek hamuje jak zwykle, a auto jedzie dalej.

Druga sprawa: prędkość. W zimie nie wygrywa ten, kto jedzie szybciej, tylko ten, kto jedzie mądrzej. Prędkość trzeba dostosować do warunków, a nie do tego, że „wczoraj było okej”. Jeden zakręt, jedno mocniejsze hamowanie i robi się problem.

Trzecia sprawa: opony zimowe. W teorii wielu kierowców odkłada wymianę, bo „jeszcze ciepło” albo „nie ma śniegu”. Tyle że przy oblodzeniu różnica między zimówkami a letnimi jest ogromna. Tu nie chodzi o komfort, tylko o drogę hamowania i kontrolę nad autem.

Czwarte: pojazdy odśnieżające i posypujące. One nie są pojazdami uprzywilejowanymi, czyli nie mają „magicznego pierwszeństwa”. Ale jeśli ktoś je blokuje, wciska się przed nie albo nie pozwala im pracować, to robi krzywdę… wszystkim. Bo taki pojazd nie jedzie dla siebie — jedzie, żeby poprawić warunki na drodze, po której za chwilę przejedzie kolejnych kilkaset aut.

I jeszcze jedna rzecz, o której kierowcy często zapominają: nawet jeśli główne ulice są przejezdne, to boczne drogi i osiedlowe dojazdy potrafią być dużo gorsze. Dlatego lepiej zaplanować trasę tak, by unikać stromych podjazdów, ciasnych skrzyżowań i miejsc, gdzie zwykle stoi woda. Zimą to właśnie tam najłatwiej o poślizg.