W 70. rocznicę Poznańskiego Czerwca ’56 na Jeżycach symbolicznie odsłonięto kolejne miejsca pamięci. Przed Szpitalem Raszei stanął czołg, a pod trzema tablicami złożono kwiaty, oddając hołd bohaterom 1956 roku. W uroczystościach wzięli udział m.in. przewodniczący Rady Miasta Poznania Stanisław Tamm, konsul honorowy Węgier Witold Abramowicz oraz młodzież szkolna. Kulminacja obchodów już w sobotę, 28 czerwca.
Szpital Raszei na Jeżycach – cichy bohater Czerwca ’56
Personel Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei 70 lat temu, z narażeniem życia, ratował rannych uczestników robotniczego zrywu. Na czele medyków stał doktor Józef Granatowicz, który dopilnował, by pomoc otrzymał każdy potrzebujący – bez względu na to, po której stronie barykady się znalazł. Wśród pielęgniarek szczególnie zapamiętano Aleksandrę Banasiak, która nie sprzeniewierzyła się powołaniu nawet w godzinie największej próby. W tym roku, tuż obok pamiątkowej tablicy, posadzono trzy graby – żywe symbole pamięci.
Przemawiając przed szpitalem, Stanisław Tamm podkreślił:
Spotykamy się dziś w miejscu szczególnym. W miejscu naznaczonym dramatem Poznańskiego Czerwca 1956 roku, ale również niezwykłym heroizmem tych, którzy w tamtych czarnych dniach potrafili kierować się najwyższą wartością – człowieczeństwem. Siedemdziesiąt lat temu trafiali tutaj pierwsi ranni uczestnicy robotniczego zrywu. Po krwawych wydarzeniach przy ulicy Kochanowskiego, to właśnie personel Szpitala Raszei niósł nadzieję rannym Poznaniankom i Poznaniakom. Lekarze, pielęgniarki i sanitariusze ratowali ludzkie życie bez kalkulacji i bez strachu, stając się cichymi bohaterami tamtych dni – mówił przewodniczący Rady Miasta Poznania. – Przywołujemy dzisiaj postać dyrektora szpitala, doktora Józefa Granatowicza – człowieka prawego i wiernego wartościom patriotycznym, który wykazał się olbrzymią odwagą i odpowiedzialnością. Dopilnował, aby pomoc medyczną otrzymał każdy potrzebujący. Pamiętamy także o pielęgniarkach i całym personelu medycznym – o osobach takich jak pani Aleksandra Banasiak, które w chwilach największej próby nie sprzeniewierzyły się swojemu powołaniu. To najwspanialszy dowód na etos pracowników Szpitala Raszei, którzy potwierdzili swoją postawą, że niesienie ratunku stoi daleko ponad polityką. To właśnie w tych murach historia Czerwca ’56 zyskuje swój najgłębszy, ludzki wymiar. Nie jest wyłącznie opowieścią o buncie i jego brutalnym stłumieniu. To przede wszystkim świadectwo o ludziach, którzy w samym środku chaosu nie zdradzili własnego sumienia. O ludziach, którzy w godzinie próby nie pytali, po której stronie barykady stoi cierpiący człowiek, ale jak go ocalić. Był to wielki dramat naszego miasta, ale też wielki egzamin z człowieczeństwa. I zdali go celująco ci, którzy w bieli fartuchów, w pośpiechu korytarzy i w napięciu sal operacyjnych pozostali wierni zasadzie, że ludzkie życie nie ma stron konfliktu. Poznań o tej lekcji i o swoich bohaterach nigdy nie zapomni.
Czołg i historia dowódcy Władysława Dębskiego z 1956 roku
Za sprawą Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu przed szpitalem zaprezentowano pojazd, który w 1956 roku miał siać grozę. Czołg przypomniał losy Władysława Dębskiego – młodego dowódcy wysłanego z rozkazem pacyfikacji miasta. Kilkanaście krytycznych godzin czerwcowych odmieniło jego życie, o czym można było przeczytać na planszach obok maszyny.
Tablica Romka Strzałkowskiego na Jeżycach – 13-letni symbol buntu
Uczestnicy uroczystości przeszli pod tablicę przy ul. Romka Strzałkowskiego, upamiętniającą najmłodszą ofiarę Poznańskiego Czerwca. 13-latek zginął w 1956 roku i stał się jednym z najważniejszych symboli sprzeciwu wobec komunistycznej władzy. Tam również głos zabrał Stanisław Tamm:
Są miejsca, w których historia przemawia szczególnie mocno. Miejsca przypominające nie tylko o wielkich wydarzeniach, ale przede wszystkim o ludziach, których losy na zawsze wpisały się w pamięć miasta i narodu. Dziś spotykamy się w takim miejscu, by oddać hołd Romkowi Strzałkowskiemu – najmłodszej ofierze Poznańskiego Czerwca 1956 roku. Chłopcu, którego życie zostało tragicznie przerwane i którego imię stało się jednym z symboli tamtego zrywu – wskazywał Stanisław Tamm pod tablicą przy ul. Romka Strzałkowskiego. – Mija 70 lat od wydarzeń, które odmieniły dzieje Poznania i Polski. Siedemdziesiąt lat od dnia, w którym Romek stał się częścią historii. Historii odwagi, sprzeciwu wobec niesprawiedliwości i pragnienia wolności.
Peter Mansfeld – węgierski wątek Poznańskiego Czerwca 1956
Kolejnym punktem było złożenie kwiatów pod tablicą 18-letniego Petera Mansfelda. Węgierski nastolatek został skazany na śmierć po powstaniu, które w październiku 1956 roku wybuchło w Budapeszcie. Demonstranci solidaryzowali się wówczas z przemianami w Polsce i przeciwstawiali sowieckiej dominacji. Sekretarz Poznania w swoim wystąpieniu zaznaczył, że rok 1956 na zawsze splótł losy obu narodów:
Przed chwilą oddaliśmy hołd Romkowi Strzałkowskiemu – najmłodszej ofierze Poznańskiego Czerwca. Teraz stajemy przy tablicy upamiętniającej Petera Mansfelda – młodego Węgra, którego los stał się jednym z symboli walki o wolność XX wieku. Są bowiem wydarzenia i daty, które na zawsze splotły losy narodów. Dla Polaków i Węgrów takim czasem był rok 1956 – rok niezłomności, sprzeciwu wobec zniewolenia oraz nadziei na sprawiedliwość. To właśnie wtedy mieszkańcy Poznania i Budapesztu upomnieli się o godność, prawdę oraz prawo do decydowania o własnym losie – zaznaczył sekretarz Poznania.
Kilka słów wygłosił również Witold Abramowicz, Konsul Honorowy Republiki Węgier w Poznaniu. Młodzież z Zespołu Szkół Handlowych im. Bohaterów Poznańskiego Czerwca ’56 przedstawiła program wokalno-liryczny, nawiązujący do wydarzeń sprzed 70 lat. Kulminacyjne uroczystości rocznicowe zaplanowano na sobotę 28 czerwca. Szczegółowe informacje dostępne są na stronie poznan.pl.